21 listopada 2019 r. odeszła cząstka mnie…..mój Miś.
Mój czarny Aniołek, moje Serduszko. Przyszedł znikąd, odszedł nagle.
Był w moim życiu 13 pięknych lat, być może najlepszych.
Razem przeżyliśmy piękne chwile także nad ukochanym morzem. Był moim wiernym towarzyszem podróży dalekich i bliskich.
Wierzę, że nadal jest przy mnie i patrzy tymi swoimi kochającymi oczętami pełnymi miłości, wdzięczności i uwielbienia tak jak tylko On potrafił.
Pozostawił smutek, pustkę i żal. Ale otworzył moje serce dla naszych Braci Mniejszych.
Wierzę też, że ześle mi kolejną istotę, którą będę mogła obdarzać swoją opieką, miłością
i radością dawania.
Dziękuję, że powstała Esthima. Ludzie i miejsce godnego pożegnania naszych Przyjaciół.
Dziękuję Pani Monice za empatyczny kontakt oraz Panu który przyjechał zabrać Misia
w ostatnią podróż…. Wszyscy okazali serdeczność, troskę delikatność oraz niezmierną wrażliwość i zrozumienie tej smutnej chwili w życiu moim i mojej rodziny.
Wasze przesłanie: Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się że ci się to przytrafiło
(cyt. Gabriela Garcia Marquez) stało się odtąd moim przesłaniem życiowym w trudnych chwilach i rozważaniach nad przemijaniem…

Ewa Maria

6 września 2019 zmarła Tusia - najważniejsza istota w moim życiu...

11 września pożegnałam ją w Esthimie...
Żyła niecałe 5 lat, ze mną dokładnie od 10.11.2017r...
Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że ta uszata kruszynka tak zawładnie moim sercem, byłyśmy razem w najgorszych momentach...
Nie miałam nigdy psa ani kota...
Miałam ją - piękną, czarno brązową, niespełna 4 kg królinkę, z ręką na sercu mówię, że była, jest i będzie moim najprawdziwszym przyjacielem i, że nikogo nie obdarzę taką miłością jak ją...
Walczyłyśmy długo, z różnymi chorobami...
Króliki są takie delikatne... takie kruche, mimo to była dzielna i wszystko dzielnie znosiła...
Tysiące km przejechanych do lekarzy na Śląsk, tysiące wydane na leczenie - zrobiłabym to wszystko jeszcze raz...
Zrobiłabym dla niej i oddałabym za nią wszystko...
Zostawiła po sobie ogromną pustkę, której do końca nikt już nie wypełni. To były najpiękniejsze 2 lata mojego życia, wiele mnie nauczyła, wiele jej zawdzięczam. Dzięki niej jest w moim życiu teraz 6 innych uszatych serduszek, które kocham równie mocno... ale Tusia była pierwsza, była po prostu wyjątkowa.
Żałuję, że nie było nam dane spędzić razem choć jeszcze trochę czasu... ale staram się wierzyć, że jest teraz w lepszym miejscu, że patrzy na mnie z góry i się śmieje.
Jutro mija miesiąc... nie będę pisać, że jest lepiej, bo nie jest i wiem, że jeszcze długo nie będzie, ale zaczynam się godzić z tym co się wydarzyło i mam ogromną nadzieję, że kiedyś znowu się spotkamy...

Dziękuję ludziom, którzy stworzyli Esthimę... Dzięki Wam mogłam godnie ją pożegnać, zobaczyć ten ostatni raz, dotknąć, przytulić, a pózniej w urnie zabrać do domu... dzięki temu w dniu kremacji ogarnął mnie spokój, bo jej małe, piękne, niewinne ciałko nie leży już w żadnej chłodni - jest w innej postaci, ale znowu w swoim domu, tam gdzie jej miejsce.

Z całego serca dziękuję, szczególnie Pani, która wspierała nas w dniu kremacji, widać było ogromne zaangażowanie, szczere współczucie, zrozumienie... DZIĘKUJĘ...

Paulina

Jak na razie jest mi bardzo trudno pisać o Frodziku. 7.05.2019 pożegnaliśmy w ośrodku kremacyjnym Esthima w Rudzie Śląskiej naszego wiecznie uśmiechniętego i merdającego ogonem biszkoptowego labusia Frodzia, który dostarczał nam radości i pociechy w trudnych chwilach przez ponad 10,5 roku. Niestety mimo usilnych naszych starań przegrał walkę ze straszną chorobą - rakiem kości, który zaatakował go podstępnie i niespodziewanie w sile wieku. Jego odejście pogrążyło nas w niebywałym smutku i zadumie o przemijaniu.

Zofia i Walenty

Prześlij swój animorial. Umieścimy go na tej stronie.

Prześlij